Z wizytą w komisie…

Od kiedy prowadzę tego bloga, wśród znajomych uchodzę za eksperta od motoryzacji. Dodatkowo charakter mojej pracy przemawia za tym, że powinienem być chodzącą encyklopedią. Dlaczego o tym piszę? Już wyjaśniam. Zadzwonił do mnie kumpel jeszcze z czasów liceum i poprosił abym udzielił rady jego kuzynce, która poszukuje samochodu dla siebie. Zapytałem jakiego samochodu szuka i czego ode mnie oczekuje po czym się zgodziłem na pomoc. Kuzynka kolegi zadzwoniła do mnie jeszcze tego samego wieczora i po krótkiej rozmowie zaproponowała abym pojechał z nią obejrzeć samochód w komisie, który ją interesuje. Nie bardzo miałem ochotę gdziekolwiek jechać bo myślałem, że moja pomoc ograniczy się do porady telefonicznej ale w końcu się zgodziłem. Umówiliśmy się na następny dzień po południu. Kuzynka kumpla spóźniła się trzydzieści minut więc już byłem lekko poddenerwowany dlatego jak tylko pokazała mi co wybrała wiedziałem, że to będzie ciężki dzień. Kobieta wybrała małe, różowe Tico. Obejrzeliśmy samochód i zapytała co myślę bo nic nie mówię. Poprosiłem, żebyśmy porozmawiali chwilkę na osobności. Rozmowa była krótka i konkretna. Jedynym kryterium dla tej pani był… kolor auta. Zależało jej na różowym lakierze i żadne inne auto nie wchodziło w grę. Kiedy zrozumiałem, że nie dam rady jej przekonać powiedziałem, że ta rozmowa nie ma sensu i nie mam czasu na głupoty. Może byłem trochę grubiański ale ta pani była niesamowicie irytująca! Zostawiłem ją w komisie i pojechałem do domu. Na szczęście kolega się na mnie nie wkurzył bo doskonale sobie zdawał sprawę jaką ma kuzynkę. Zmarnowałem ponad trzy godziny dlatego zaprosiłem kumpla na piwo. Oczywiście on stawia ;).

Źródło ikony wpisu: flickr.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.