Za dużo „L”?

Lato to czas dużej cierpliwości dla… kierowców ;). Też macie takie zdanie? Jeżeli nie to już tłumaczę wam swoje stanowisko.

Sezon wiosenno letni to okres, kiedy ‚jak grzyby po deszczu’ na drodze pojawiają się popularne „L”. Na szczęście jestem opanowanym człowiekiem i irytacja czy zniecierpliwienie za kierownicą mi nie grozi jednak zdarzają się sytuacje, kiedy podnosi mi się ciśnienie. Niestety lato jest tego idealnym przykładem. Nie wiem czy wy też zauważyliście ale to właśnie przełom wiosny i lata jest idealnym czasem na zrobienie prawa jazdy. Z takiego założenia wychodzi chyba 99% przyszłych kierowców i tak w zasadzie trudno im się dziwić. Nauka jazdy w warunkach, kiedy na drodze nie jest ślisko czy mokro, a słońce zachodzi już o 16 jest zdecydowanie lepsza, przyjemniejsza i z pewnością łatwiejsza. To nie podlega wątpliwości jednak oznacza to wysyp młodych kursantów, którzy utrudniają jazdę innym uczestnikom ruchu drogowego. Tak jak zimą spotkanie „L” jest sporadyczne, tak sezon letni gwarantuje, że codziennie spotkacie co najmniej pięciu przyszłych kierowców. Oczywiście rozumiem, że każdy ma prawo się uczyć i oczywiście to szanuję ale bez przesady.

Nie może być tak, że kursanci wydłużają twoją podróż do sklepu, domu czy pracy o prawie godzinę! Niestety tak jest w moim mieście… . Rozmawiałem ze znajomymi i okazuje się, że nie tylko ja to zauważyłem. Zgodnie doszliśmy do wniosku, że liczba kursantów w mieście powinna być ograniczona! Tak, nie żartuję. Takie rozwiązanie wymusiłoby na części chętnych zrobienie kursu w sezonie jesienno zimowym co osobiście uważam za lepszy czas. Kursanci zdobywają wówczas więcej umiejętności praktycznych, a tym samym są lepiej przygotowani do jazdy.

A wy jakie macie zdanie na ten temat? Też odczuwacie ten problem w waszych miastach?

Źródło zdjęć: drive2us.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.